Środa 18.07 – Dzień 3

Środa 18.07 – Dzień 3

With 0 Comments, Category: Istambuł 2012,

Miałem okazję dzisiaj trochę pojeździć na rowerze. Chciałem sprawdzić przede wszystkim jak z moja formą i czy dałbym radę kondycyjnie w podobnej trasie, przynajmniej jednodniowej!! I co stwierdziłem? Zazdroszczę im! Wiatr we włosach, cały czas w ruchu, trochę słońca! Żyć – nie umierać! Jest tylko jeden mankament, o którym nie można zapomnieć! Z czasem zaczynają boleć części ciała zaczynające się na literę „p”, lub też „d”, jak kto woli! Im najwyraźniej to nie przeszkadza!

„Pobudka! Raz, raz, raz! Za 3 minuty Msza Święta! Wszyscy gotowi do odjazdu!” Nie wiem jak to tam wygląda! Kiedy zdobywali Wilno jeszcze rok temu – jeden z uczestników tak właśnie przedstawiał każdy poranek! Ale mówią, że atmosfera jest świetna! Więc chyba większy luz, bo wstali o godzinie 6, po to, by od razu iść na Mszę Świętą i jak to juz bywa wsiąść na rower i jechać następne 150km w słońcu przez około 8h!

Jadąc przez Słowację, podziwiając piękno przyrody, lub też „tyłka” osoby jadącej przed sobą, nasi rowerzyści szukali drogi, która zaprowadziłaby ich na granicę! Nie było to łatwe wyzwanie, albo przez złe oznakowanie, albo po prostu przez sytuację na drodze. Z pomocą przyszedł kolarz, który pokazał im ogromny skrót! Śmiałkowie zaoszczędzili 25km trasy! Nie było łatwo zdecydować się im na takie udogodnienia, bo przecież dla nich jechać to czysta frajda! Ale zdając sobie sprawę, że mogą nie zdążyć przed zmierzchem , a w podróży mają jeszcze wyścig z czasem, postanowili zmniejszyć liczbę kilometrów!

Uwaga! Teraz kolejna ciekawostka! Jak już z poprzednich relacji wiemy, głównym ich bohaterem jest Mateusz! Na granicy z Węgrami Mały załatwił całej grupie darmową kawę! Jak to zrobił? Spodobał się ekspedientce!

Droga przynosiła im dzisiaj różne niespodzianki, nie dość, że byli narażeni na wstrząsy, bo drogi węgierskie dawały dużo do życzenia, to jeszcze nasi super bohaterzy przyszli z pomocą kierowcy, który wjechał do fosy!  Pomogli mu wyciągnąć samochód! Wielkie brawa dla nich! Medale po powrocie! Ale nie obejdzie się też bez trofeów dla naszych dziewczyn, które cały czas jadą w czołówce! Są znakomicie przygotowane do jazdy! Jak stwierdza ks. Grzegorz – „one nie czują zmęczenia!”

Trasa zawiodła ich w głąb Węgier! Przed nimi pojawił się dzisiaj już kolejny problem! Mianowicie brak załatwionego noclegu! Z tego powodu też jest opóźniona relacja! Kiedy już nadchodził zmrok przyjechali do pierwszego kościoła! Jednak nikogo nie było.. Z premedytacją i zaangażowaniem szukali kolejnego! Okazało się, że nikogo nie ma! Nagle ni stąd ni z owąd pojawił się jakiś pan, który zadzwonił po księdza, który przyjechał i z pomocą 9 osób – ponieważ nikt tam nie mówi w innym języku niż węgierski – załatwił im miejsce do przenocowania! Tym razem śpią w szkole!  Po całej tej aferze, która poruszyła pół wsi, nasi rowerzyści chcieli zrobić zakupy! Sklep zamknięty! I co teraz? Nie ma co jeść! Pewna kobieta stojąca obok sklepu widząc ich bezradność, zaprosiła ekipę do siebie na kolację!  O dziwo nareszcie mogą normalnie pogadać! Żyją tam ludzie, którzy aż takimi patriotami nie są i w młodości nauczyli się języka angielskiego! Problem porozumienia z głowy! Jutro rano idą na kawę do tego samego domu! A na pożegnanie dostali pepsi i sok! „Jednośladowcy” przeprowadzili też krótki wywiad! Okazało się, że „Węgier i Polak to jeden brat!”. Zagłębiając sie dalej w tej myśli – za pobyt w tamtym miejscu – nasi nowi bracia – nie wzięli nic, a dodatkowo podwieźli naszych śmiałków pod szkole samochodem! Ksiądz na koniec dnia udzielił Pani Domu błogosławieństwa! Z jej oczu popłynęły łzy. Okazało się również, że jest tamtejszą organistką! Jeśli tak dalej będzie wyglądać ich podróż, to nie mają się czego obawiać!

 

CIEKAWOSTKA

Odnośnie barier językowych! Porozumiewanie się w tym kraju wygląda następująco! Rowerzyści przyjeżdżają do wisi gdzie szukają noclegu.. Wszyscy chętni są  im do pomocy, ale nikt nie zna języka, w którym mogli by się dogadać z ludźmi zza granicy! Śmiałkowie próbują rozmawiać po niemiecku, angielsku itd. Nic! Ta inicjatywa jest bezsensowna! Załamani, że to może oni coś robią nie tak, bo przecież  – po przejechaniu 150km – umiejętności lingwistyczne troszkę zanikają – dalej próbują nawiązać kontakt! Jak to wygląda? Polacy śmieją się do Węgrów, Węgrzy do Polaków! Nikt nic nie mówi! Każdy czuje się troszkę zdegustowany, ale nie poddaje się! W końcu ktoś z gospodarzy postanawia zadzwonić do znajomych, którzy język angielski mają opanowany! I tak nasze dziewczyny przekazują informacje do telefonu, po czym „telefon” tłumaczy na język węgierski nowym znajomym treść! Tyle to pomaga, że już nic z tego nie wiedzą! A uśmiechy się nasilają! Tak więc, jeśli ktoś chce tam posiedzieć troszkę dłużej niż nasi rowerzyści, powinien opanować ich ojczysty język!

 

Dzień 3

 

Bilans dnia:

Słowacja, Węgry

150km

Droga dziwna, niby płasko, ale źle się jedzie, bo cały czas są dziury! Rowerzyści przeżywają niekontrolowane wstrząsy!

Maksymalna prędkość dzisiaj – 55km/h

Hasło dnia:

 

„Jestem tak leniwy, że nawet nie chce mi się zmieniać przerzutek!” – hasło to padło podczas jazdy pod górę! Tym to juz chyba totalnie odbiło, że się tak wyrażę! Nie zapominajcie, że lenistwo to grzech główny! Do Pana Fijaka, który im zmontował rowery! Oni potrzebują automaty!

 

Pozdrowienia dla:

 

  • Rodziców od każdego uczestnika wyprawy!
  • Księdza Prałata Józefa Zajdy! Rowerzyści proszą o modlitwę!
  • Łukaszka i Weroniczki od Ady i Mateusza
  • Dzieci i żony od Janusza

 

416

łącznie przejechanych kilometrów!

 

<