Sobota 21.07 – Dzień 6

Sobota 21.07 – Dzień 6

With 0 Comments, Category: Istambuł 2012,

Wczoraj. No właśnie, co z wczoraj? To był dzień z tzw. przeciwnościami losu. Dzisiaj ujrzą światło dzienne relacje, które miały pozostać tajemnicą – wielkie zdarzenia, które nie miały wyjść na jaw! Jesteście gotowi usłyszeć te dramatyczne, nieraz niczym wyciągnięte z horrorów sceny?

Grupka młodych w składzie ks. Grzegorz, Janusz, Mateusz, Maciej, Ada i Aneta na swojej drodze do celu napotkali nieznośne, potworne, wielkie krowy, które swoimi ciałami – ogromnymi w każdym calu – zasłoniły horyzont! Droga nie do przejścia! Czy śmiałkowie pojadą dalej? O tym wszystkim zadecyduje moc z nieba! Nagle zwierzęta odsuwają się umożliwiając dalszą podróż! Czy to koniec? Temat krów uważam za zamknięty!

Kolej na psy, niestety to już nie są żarty! Jadąc po rumuńskich drogach, można napotkać wiele przeszkód, m.in. znane już z poprzednich relacji dziurska. One jednak w połączeniu z wściekłymi psami mogą być naprawdę groźne i dla człowieka i dla maszyny. Maciek przez owe psy został wczoraj troszkę zaatakowany, czego nie napisałem – efektem tego jest scentrowane koło! Na szczęście to już jest przeszłość! Rozmawiałem dzisiaj osobiście z Maćkiem – oczywiście przez telefon – uznał to raczej za przygodę, a nie jakieś  zdarzenia mające odzwierciedlenie w jego psychice. Ten gość słynie raczej z odwagi! Bogu dzięki, że nikomu nic się nie stało!

Ile można pisać o tym, że droga jest nie halo? To już stało się pewną wyrobioną normą. Bo dzisiaj znowu nawierzchnia była rozwarstwiona, pełna ubytków i niedoskonałości! Jedyne co może nas zachęcić do odwiedzenia Rumunii, to wspaniałe apartamenty! Dlaczego o tym wspominam? Dzisiaj chojraki śpią w 3-gwaizdkowym hotelu! Ale jak do tego doszło przedstawię w dalszej części!

Rowerzyści mieli do pokonania 80km. I właśnie ten odcinek drogi był dla nich wielkim zwątpieniem, niepewnością, a nawet strachem przed niewiadomą! Dwa wielkie podjazdy sięgające 1000m wysokości i właśnie wtedy Maćkowi odpada jedna ze szprych! A koło totalnie się wykrzywia. Wypadałoby się załamać, rzucić wszystkim i nigdzie nie jechać, czekając, aż ktoś dowiezie koło na zmianę. Na szczęście ta grupa ma Mateusza. Pomajstrował trochę przy „furmance” i po kilku minutach rower był już sprawny! Trzeba wspomnieć,  że Mateusz także rano zrobił szybki przegląd każdej maszyny! No cóż, jadą dalej i gdy dojechali w miejsce, gdzie mieli załatwiony jeden z dwóch opcjonalnych noclegów, okazało się, że tamtejszy ksiądz wyjechał na wakacje. Dosyć dramatyczny moment. Jechać kolejne 100km, czy raczej szukać schronienia w pobliskich kościołach. To chyba było jedyne wyjście, tylko jest jeden problem, kościołów katolickich w pobliżu już nie ma. Przejeżdżając przez miasto oddalone o 20km od miejsca planowanego pierwszego noclegu natknęli się na cerkiew prawosławną. Akurat było obchodzone tam święto patronów i wnoszone były dwie trumny prawosławnych świętych. Na tę uroczystość zjechało się mnóstwo popów (mnichów) z pobliskich miast. Ksiądz Grzegorz, jak zawsze umiejący wyczuć odpowiedni moment, podszedł do biskupa ordynariusza tamtejszego miejsca z prośbą o nocleg. „We want only floor!” powiedział! (z ang. chcemy tylko podłogę.). Nie zależało im już na niczym. Mogli nawet spać w szopie, ale z dachem nad głową. Biskup bez namysłu zabrał księdza do samochodu, a pozostałym z grupy kazał zostać. Pewnie różne myśli chodziły śmiałkom po głowach typu „straciliśmy go”, „co się z nim teraz stanie”. Oczywiście to wszystko żarty. Ksiądz w aucie, jak zeznał, próbował dogadać się z kapłanem prawosławnym w różnych językach. Ale on ani mee, ani bee.. Umie tylko rumuński i w tym też języku do naszego szefa się zwracał, w nadziei, że coś pojmie. Dojechali pod HOTEL! Teraz już wszystko jasne! Ci to mają szczęście. Biskup prawosławny funduje im kolację, noc i śniadanie w „trzech gwiazdkach”! Kiedy ksiądz wrócił po resztę swojej ekipy i rower, policja rumuńska postanowiła ich eskortować pod miejsce noclegu. Teraz to już przesada! Chyba zaczynam im zazdrościć. Śmiałkowie rozradowani cała tą sytuacją, zdając się na księdza, który twierdzi, że pamięta drogę do hotelu, zrezygnowali z towarzystwa władz państwa rumuńskiego!

Teraz każdy z nich bierze wspaniałą kąpiel w różnych aromatycznych olejkach, a za chwilę wyjdą w miasto w poszukiwaniu przygód. Chcą jeszcze zobaczyć trochę rumuńskiej architektury! Trzeba oprócz przyjemności włożyć we wszystko jeszcze trochę trudu. Ale dzisiaj mogą już iść prosto spać. Mają nasze pozwolenie, bo droga naprawdę była ciężka a nasi bohaterowie fantastycznie się spisali!
CIEKAWOSTKA

Dzisiaj „Jednośladowcy” byli świadkami prawdziwego ekumenizmu! Ksiądz Grzegorz oznajmiając biskupowi prawosławnemu, że jest katolikiem i nie ma możliwości zapłacić za nocleg, w odpowiedzi usłyszał, że Bóg jest uniwersalny i cena jest nieważna, bo on ją pokryje.

 

Dzień 6

 

Bilans dnia:

Rumunia

100km

Maksymalna prędkość dzisiaj – 20 km/h

Drogi beznadziejne, jeszcze gorsze niż wczoraj

Dwa ogromne podjazdy!

Kilka usterek rowerowych

Jedna odpadnięta szprycha Maćka

 

Hasło dnia:

„We want only floor” – my chcemy tylko podłogę! Rowerzyści chcieli po prostu na nocleg podłogę z dachem nad głową. Jak mówią – spaliby nawet w szopie.

 

„Pan Bóg przegina.” – te słowa wypowiedziane były w efekcie kolejnego wspaniałego noclegu! Macie rację Pan Bóg przegina i jest Wielki!

 

Pozdrowienia dla:

 

  • Wszystkich, którzy wspierają nas modlitwą
  • Rodziny z Krakowa, która śledzi nasze poczynania od Anetki

 

 

796

łącznie przejechanych kilometrów!

<