Sobota 04, Niedziela 05.08 – Dzień 20, 21

Sobota 04, Niedziela 05.08 – Dzień 20, 21

With 0 Comments, Category: Istambuł 2012,

W spektakularnym stylu rowerzyści dojechali do Istambułu, szybko zapakowali swoje rowery do samochodu, wzięli udział we Mszy Świętej i zasnęli. Te fakty historyczne jeszcze kojarzycie?:) to dobrze.. bo dziś kolejna dawka relacji wprost z ISTAMBUŁU! Zaczynamy.. gotowi? Do startu! Start!

Wczoraj śmiałkowie nie robili nic, ale to tylko za sprawą ks. Dariusza, który okazał się być dobrym człowiekiem i zlitował się nad grupą młodych, biorąc ks. Grzegorza na wykwintną kolację. Gdyby nie on, nasz kapłan na pewno wyciągnąłby ich do centrum miasta, bo bezczynność przecież może zabić..

Chojraki odpoczywają, a ks. Grzegorz rozgoryczony, bo zabrali mu jego jedyną rzecz, która go trzymała przy życiu – rower – siedział nad brzegiem cieśniny Bosfor i rozmyślał, jak by tu uciec, żeby znowu wsiąść na swoja maszynę i jechać prosto przed siebie nie oglądając się w tył.. Lider wyprawy zapewne już snuje plany, które będą go trzymały przez następny rok. Gdzie pojedzie tym razem? Co tu zrobić, żeby się nie zanudzić?

Tak nastał wieczór dnia 20 i poranek dnia 21! Ks. Grzegorz nie odpuścił, ale i reszta grupy była zgodna co do tego, że trzeba wyjść z nory i zapukać do drzwi świątyni Hagia Sophia. Obrali sobie to za cel dzisiejszego dnia. Doszli do pewnych niepokojących wniosków… Zabrali rowery, nie mamy jak dojechać, komunikacja miejska istnieje, ale po co z niej korzystać, skoro można iść na nogach. Doszło do prawdziwego buntu. Dobrze wiemy, że ks. Grzegorz byłby w stanie przejść 25 km z noclegu do centrum, ale w takich sytuacjach panuje demokracja i postanowiono skorzystać z metra… Udało się – dotarli w wyznaczone miejsce… Po drodze oczywiście trzeba było nauczyć się korzystania z tego środka lokomocji.. (więcej o tym napiszę w akapicie „Co u Leosia i przyjaciół”). Wspaniała budowla, jaką zobaczyli, teraz cały czas przewija się w ich myślach, bo był to przecież główny cel pielgrzymki.. Wprost oniemieli, dlatego postanowili zatrzymać się w tym punkcie turystycznym troszkę dłużej, o wiele dłużej, bo aż 1,5 godziny siedzieli i podziwiali piękno sanktuarium wraz z ilustrowanym przewodnikiem.

Ks. Grzegorz nie dał za wygraną i oprowadził śmiałków po centrum. W ciągu długiego spaceru uzbierało się 15km. Trzeba było zobaczyć Błękitny Meczet… A na koniec, odkrycie roku! Uwaga ZAGADKA.. Każdy turysta przechodzi obok tego kilka razy dziennie, często zatrzymuję się i spogląda na to, ale nie zawsze dostrzega coś interesującego. Dopiero nasi wspaniali dostrzegli w tym niezwykły obiekt zaliczający się do cudów świata – bazar z warzywami… Pewnie byli głodni… ;)

W ten sam dzień, w który dotarli do Turcji, do Istambułu, do miejsca noclegowego, przybył tajemniczy podróżnik, który szczególnie interesuje się tym państwem. Okazało się, że to student Turkologii na 2 roku.. Zna język turecki i dodatkowo opowiada mnóstwo ciekawostek związanych z tym orientalnym krajem, dzięki czemu naszym rowerzystom się nie nudzi.. Dziewczyny oczywiście zadowolone, bo  w końcu jest ktoś nowy do poznania.. Zafascynowane, skaczą z radości na wszystkie strony, a ja z tego powodu nie mogłem dogadać się z ks. Grzegorzem, bo w tle słychać naszą gadułę Adę i Anetkę, która cały czas chodzi ze swoim telefonem, z którego włącza muzykę! Spróbujcie przez minutę spokojnie z nimi porozmawiać, to osobiście wręczę medal za hart ducha! Nie da się! Facet, o którym mowa to Piotr Kret!

Od dwóch dni farciarze smakują kuchni tureckiej, czy to smakołyki, czy to sławne kebaby, bez których nie da się obejść będąc w tamtych stronach. Ale uwaga, jedzą także słoneczniki, które wcześniej trzeba łuskać.. Dlatego znaleźli sobie świetną zabawę, ponieważ zorganizowali zawody, kto więcej ich zje.. Trzeba zabić jakoś nudy, co?

Spacerując po mieście trafili do Kościoła Św. Antoniego. Jest to największa świątynia katolicka w Turcji. Odprawiane są w niej Msze Święte w różnych językach, m.in. Hiszpańskim, Polskim, Tureckim … Nasi rowerzyści udali się na nabożeństwo w języku angielskim..  Byli pod wrażeniem pieśni, które zaczerpnięte były głownie ze Światowych Dni Młodzieży! Ks. Grzegorz pewnie był w siódmym niebie..

Maciek udaje, że jest pijany… To chyba kolejny pomysł na zabicie czasu.. Ksiądz stwierdza, że nie powinien być w taki stanie, bo nic nie pił i nie palił… Niech oni już wracają, bo kto wie, co jutro wpadnie im do głowy?

 

CIEKAWOSTKA

Aktualnie w życiu Muzułmanów odgrywa się wielka walka z pokusą.. Przez cały miesiąc poszczą i modlą się.. W dzień nie mogą nic jeść, dopiero po zachodzie słońca jest czas na spożycie posiłku. Wraz z pojawieniem się Słońca powraca post.. i tak dzień w dzień.. Kiedy to usłyszałem -zwątpiłem.. Chrześcijanom z trudem przychodzi dwa razy roku pościć, natomiast oni trwają w tym wielkim poście cały miesiąc. Okres ten znany jest pod pojęciem RAMADAN! Każdy kto wierzy w Allacha podejmuje się tego – można powiedzieć  – wyzwania! Większości się to udaje!

 

dzień 20, 21

 

Bilans dnia

Turcja – ISTAMBUŁ

Piękna pogoda

15 km piechotą

Kebaby tureckie zaliczone

„Z cyklu „Co u Leosia i przyjaciół”:

 

Grupa samochodowa pod przewodnictwem ks. Kuby i mojej mamy postanowiła pojeździć trochę metrem i na planach się skończyło, bo zostali w nim o wiele dłużej niż myśleli! W pierwszym pociągu były źle wyświetlone kolory stacji, to już było pewną przeszkodą, że mogą się zgubić, dlatego ks. Leon nakazał szybką ewakuację na peron, oczywiście pewny, że ma racje.. Metro jednak odjechało we właściwym kierunku.. Dobra -pierwszy błąd – miejmy nadzieję, że ostatni.. W końcu wsiedli do dobrego metra.. Udało się, wróg pokonany!

Na drugi dzień okazało się, że ten – niby zły pociąg, jadący we fikcyjnym kierunku tak naprawdę wyświetlał tylko złe kolory, ale dojechał we wskazane miejsce, w które leonidasi mieli się dostać.

W nocy grupa samochodowa stała 4 godziny na granicy serbsko – węgierskiej.. W prawdzie przyjaciele Leosia najbardziej bali się granicy tureckiej, ale najgorszy okazał się strażnik graniczny z Węgier..

Dzisiaj o godzinie 6.03 – czasu Polskiego – ks. Tomasz wraz ze swoją grupą zatrzymali się w luksusowej restauracji na śniadanie. Gdzie? W Krzyżowej..

Godzina 6.29! Szybka pobudka przeprowadzona przez mojego tatę i już jest stan gotowości, bo przecież trzeba zrobić miejsce na sprzęt naszych rowerzystów.

Godzina 6.56 – pod mój dom podjeżdża niezidentyfikowany obiekt na czterech kołach. Za kierownicą siedzi Pani Ania, a obok niej moja mama… Co podziało się z szefem grupy i z jego wiernym przyjacielem?:)

Na szczęście księża dojechali cało i zdrowo na ostatni przystanek w Krzyżowej, stamtąd odłączyli się i wsiedli do samochodu LEOSIA. Na tę chwilę tyle o nich słyszeliśmy!

Grupa wsparcia zakończyła bieg!

 

Pozdrowienia dla:

 

  • Ks. Dariusza Wiśniewskiego od ekipy rowerowej, która aktualnie u niego nocuje
  • Ks. Filipa Glanowskiego szczególnie od Anetki , od Ady trochę mniej..
  • Natalii Adamek od Ady i Mateusza.. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, resztę powiem Ci osobiście.. Oczywiście ja też się dokładam do życzeń (Wojtek)
  • Rodzin, za którymi tęsknimy..
  • Ks. Tomasza, Ks. Kuby, Pani Ani od mojej mamy, która uważa, że z takimi ludźmi można jechać w tak długą trasę :)

 

2215

przejechanych kilometrów! UWAGA – KONIEC TRASY!

<