Niedziela 22.07 – Dzień 7

Niedziela 22.07 – Dzień 7

With 0 Comments, Category: Istambuł 2012,

Bóg, kiedy tworzył Ziemię, siódmego dnia odpoczął! Zgodnie z tą myślą nie postępują jednak nasi rowerzyści. Tłumaczą tylko, że jadą 100km dla relaksu. Niech im będzie. Wiadomo jednak, że dziś mogli dłużej pospać, bo wstali o godzinie 9.00, a hotel opuścili dopiero o 12.00. Brawa dla księdza, który się na to zgodził! Jest to dla mnie nie lada zagadka, kto go namówił  na takie marnotractwo czasu.

Ale od początku.. Jak mówili, umieją cierpieć luksus i tak też dziś zrobili! Trochę ciężko wyrwać się jednak z jarzma wygodnego łóżka, wspaniałego szwedzkiego stołu i co najważniejsze śniadania z piłkarzami FC Astra – rumuńskiej 1 ligowej drużyny. Wspaniały taras, rześkie, poranne powietrze, trzy kawy dla każdego i komputer, dzięki któremu mogli poczytać moje „wypociny”.

Tak patrząc na dno filiżanki i dopijając ostatnie krople kawy śmiałkowie postanowili dzisiaj nie odpoczywać, a jechać krótszy odcinek trasy. W samo południe, kiedy jest największy żar, rowerzyści stanęli na baczność, po czym każdy poszedł w swoją stronę. Ksiądz Grzegorz przeanalizował trasę, Mateusz dokonał szybkiego przeglądu rowerów – w co dopiero otworzonej przez niego stacji kontroli maszyn – a reszta rozpoczęła pakowanie. Stan gotowości i jazda!

Droga niestety nie była tą wymarzoną – ze snów. Do dziur, dołączyły się również roboty drogowe i wzmożony ruch! To już katastrofa! Dodatkowo jeden wielki podjazd pod górę. Sami chcieli relaksu, to mają! Bóg ma wielkie poczucie humoru. No i dobrze. Kiedy tak jadą i nie oglądają się za siebie, nagle ktoś zaczyna trąbić. Rozumiem – raz! Ale to już powoli robi się nie do zniesienia. Kierowcy odbiło, no ileż można? Bus ich wyprzedza i zatrzymuje się. Ksiądz Grzegorz jedynie co jest na razie w stanie zauważyć to chrześcijańską rybę widniejąca z tyłu pojazdu! A nagle wychodzi dwóch młodzieńców w koloratkach i wszystko jasne. Teraz pozwolę sobie przedstawić ich dialog w języku polskim:

G (ks. Grzegorz)
M (młodzieńcy – księża rumuńscy)

G: Witam, jestem ojciec Grzegorz!
M: Wiemy!
G: Ale skąd?
M: Cała Rumunia o Was mówi… Nie dało się nie słyszeć.

To na pewno podbudowało naszych śmiałków! Kiedy mi to mówili, po prostu uśmiechałem się sam do siebie! Przyznam szczerze, że lubię te ich wieczorne relacje, bo zawsze po nich jestem wewnętrznie szczęśliwy, że ta wyprawa nie poruszyła tylko naszego grona, ale „miliony” i nie tylko Polaków, ale i ludzi innych nacji! Nowi znajomi zaproponowali im, by pojechali do wioski oddalonej 15 km  stamtąd, aby odprawić wspólnie Mszę Świętą. Teraz jest to chyba marzeniem każdego rumuńskiego księdza, aby z tą ekipą wziąć udział w nabożeństwie. Nasi rowerzyści dojechali do owej miejscowości i załapali się na piknik, na którym jedli arbuzy! Msza Święta się jednak nie odbyła, z racji, że rowerzyści  brali już dzisiaj w niej udział.

Tak zmotywowani, z większym zapałem „Jednośladowcy” pobijali rekordy prędkości, aż 34km/h.. To nie jest mało, zwłaszcza, że jadą pod wiatr po dziurawej jezdni! Gdy dotarli do granic miasta TARGU MURESZ, gdzie mieli zapewniony nocleg, przyłączył się do nich tajemniczy mężczyzna na rowerze. No trochę podejrzane, bo wyprzedza śmiałków i każe jechać za sobą. Co robić? Wiać, czy zdać się na obcego. Postanowili zaryzykować. Nieznajomy wiódł ich po różnych krętych uliczkach i zaprowadził pod kościół rzymsko-katolicki. Okazało się, że jest to tamtejszy organista!

Nie byłem nigdy w Rumunii, ale trzeba przyznać, że są to ludzie niezwykle gościnni. Panuje tam wszędzie bieda, ale w każdym przypadku potrafią stanąć na wysokości zadania i przyjąć podróżujących. Mają wielkie serca. To niezwykłe, że będąc tutaj – na miejscu – w Łodygowicach możemy się uczyć o ich kulturze oczami naszej ekipy! Chojraki stwierdziły, że pomimo tych zakamarków, którymi zostali doprowadzeni pod budynek, w którym mają spędzić noc, trafiliby sami – no, ale może zajęło by im to dodatkowe 2 godziny! Miejsce trochę straszne, bo jest usytuowane w najbiedniejszej dzielnicy miasta, a dokładnie w slamsach! Na szczęście akademik jest odgrodzony murem. Przespać noc i jak najszybciej stamtąd uciekać. Może nie będzie jednak tak źle!
CIEKAWOSTKA

Ciekawostka? Ciekawostka.. Co by tu dziś nakreślić.. Sytuacja na drogach jest niebanalna, przez co często dochodzi do jakiś usterek. Tylko jak je sprawdzić, skoro ksiądz Grzegorz narzuca tempo? Jest jedna panująca tam zasada, powiedzieć, że zgrzytanie lub też jakaś awaria wystąpiła w rowerze u szefa. Wtedy momentalnie cały orszak jest zatrzymany, a ksiądz patrzy i szuka co się stało. W tym czasie najłatwiej jest przeglądnąć swój rower. Jeśli znalazło się przyczynę i nie jest to groźne można oznajmić mentorowi, że to jednak nie u niego, a u mnie! Gdyby zrobić całą tę akcję na odwrót i w pierwszej kolejności pochwalić się, że coś takiego wystąpiło w moim  rowerze (tj. nie u księdza), to jazda trwałaby do samego wieczora i nie byłoby możliwości postoju!!!

 

Ksiądz z każdym dniem przeżywa coraz większy dramat, mianowicie rosnące mięsnie u nóg! To jest niebywały problem, o który obawiają się także dziewczyny. W ich sytuacji jednak jest to wytłumaczalne! A ksiądz?! Jego chyba nigdy nie zrozumiemy.

 

Dzień 7

 

Bilans dnia:

Rumunia

100km

Maksymalna prędkość – 34km/h

Jezdnie dziurawe, ale lepsze niż wczoraj

Wzmożony ruch, bo jadą głównymi drogami

Jeden duży podjazd

Anecie coś „tyka” w rowerze.

 

Hasło dnia:

 

„Mieszkamy w akademiku – hura!” – nareszcie coś przypominającego czasy studenckie! Maciek w tym roku rozpoczyna przygodę z uniwersytetami, ma więc namiastkę najbliższych szalonych lat. Czy towarzystwo podoła i ukaże mu prawdziwe oblicze studiów?

 

 

Pozdrowienia dla:

 

  • Wszystkich, którzy wspierają nas modlitwą
  • Rodziców i babci Mateusza i Ady od…  Ady i Mateusza ;)
  • Babci Bronci od ks. Grzegorza

 

896

łącznie przejechanych kilometrów!

<