Jedenasty dzień – 14.08.2013r. – ks. Piotr Team

Jedenasty dzień – 14.08.2013r. – ks. Piotr Team

With 0 Comments, Category: NiemTeam, Rzym 2013 NiemTeam,

W nocy niektórzy z nas postanowili wybrać się na nocną przejażdżkę po Rawennie. Reszta poszła spać. Agnieszka zapierała się, że idzie tylko po pranie, po czym wylądowała na obrzeżach miasta. Dzięki temu zobaczyła Basilicę S. Apollinare in Classe. Gdy już wyprawa dobiegła końca to nie mogliśmy dostać się do mieszkania, gdyż klucze (jak na złość!) przestały działać… w tej sytuacji jedynym, rozsądnym rozwiązaniem było pójście spać do samochodu. Ale po parunastu minutach w drzwiach stanęła Kasia z groźną miną i wpuściła nas do mieszkania. Wspólnie stwierdziłyśmy, że skoro tak narozrabiałyśmy to warto to jakoś zrekompensować i postanowiłyśmy o 2.00 w nocy zrobić śniadanie dla wszystkich. A co!

Rano uczestniczyliśmy we Mszy św. sprawowanej w języku włoskim w Bazylice Santa Maria in Porto. Włosi serdecznie nas przywitali, ale trzeba było ruszyć dalej, bo dzisiejszym celem było Urbino.

Okazało się jednak, że zboczyliśmy z trasy, gdyż rowerzystom znudził się płaski teren i mają za dużo energii. W związku z tym postanowili zdobyć wyższe szczyty i opuścili teren Włoch wkraczając do San Marino! Jak wiadomo – tego nie było w planie. Zatem waleczne rumaki niespodziewanie zdobyły kolejne państwo!

W drodze można było dostrzec Mirabilandię. Na widok „wesołego miasteczka” w księdzu obudziło się dziecko. Niestety, nagle na postoju zerwała się ogromna wichura i śmiałkowie musieli schronić się na jednej ze stacji benzynowych, a potem szybko nadrabiać stracony czas. Włoskie espresso dodało im siłę i pomimo wielkiego wiatru udało się osiągnąć cel.

Tuż przy przekraczaniu granicy Wojtkowi pękła opona, więc trzeba było urządzić postój i naprawić usterkę. W międzyczasie smakowaliśmy włoskie ciasta, które cudem udało się zdobyć w czasie sjesty. Po popołudniowej drzemce wszyscy wyruszyli do Urbino. Ale nie obyło się bez przygód. Trasa wyznaczona przez GPS okazała się zgubna i prowadziła przez potężne góry. Po drugim znaku „14 %” grupa rowerowa wybrała trasę 20 kilometrów dłuższą prowadzącą przez nieco mniejsze górki. Natomiast ekipa samochodowa brnęła dalej i już nie chciała odwiedzać Mirabilandii.

W tym samym czasie rumak Mateusza przeżywał trudne chwile i konieczna była wymiana pedała. Po wielu trudach ekipa samochodowa półtorej godziny poszukiwała adresu na Via Saffia, gdzie mieliśmy spać. Ugościły nas siostry Augustynki z Urbino. Padnięci poszliśmy na kolację do centrum. O dziwo, nikt już nie miał siły na nocne przygotowywanie porannych posiłków.

 

Bilans:

– Włochy, San Marino, Włochy,

– pokonany dystans: 155 km,

– 1 opona,

– 1 pedało,

-1 licznik.

 

Hasło:

San Marino po raz pierwszy pokonało Polskę.

 

Ciekawostka:

San Marino – jeden z najmniejszych krajów na świecie i najbardziej owłosionych (ma Włochy z każdej strony). Słynie z rowerów, z win i z tego, że jest jedynym państwem, który Polska potrafi pokonać…

 

Nabyte umiejętności:

Pedalo caputo cambiare.

Mateusz opanował włoski branżowy.

 

Pozdrowienia dla:

– o. Paschalisa Jędrzejasa OFM,

– Łucji Mikuszek z rodziną,

– Emila i Agnieszki Wrazidło,

– Gerarda i Stefanii Gwóźdź,

– klanu Kłusaków.

 

Ocena kierownika grupy:

„Ocena mnie przerasta”.

 

Magda

<