Dzień trzeci – 06.08.2013r.

Dzień trzeci – 06.08.2013r.

With 0 Comments, Category: NiemTeam, Rzym 2013 NiemTeam,

Dzień rozpoczął się międzynarodowo, bo już o godz. 6.20 uczestniczyliśmy w polsko-słowackiej Mszy św. Potem wspólne śniadanie z siostrami, pyszna pasta jajeczna i nadzieja, że dzień będzie o niebo lepszy – warto tutaj wspomnieć o czułych uściskach Henia z siostrami Norbertankami.

Już na pierwszym postoju najmocniejsze ogniwo wymiękło (Wojtek) i zmieniło środek transportu – w końcu ekipa samochodowa też musi rozprostować nogi. Wszyscy znowu zgodnie stwierdzili, że za płasko – nuda! Już nawet góry nas opuściły… ale nie orzeźwiające banany i brzoskwinie.

Zmierzaliśmy do Bratysławy i jak zwykle – nie obyło się bez przygód. Pierwsza dętka poszła niczym strzała! Cała ekipa dzielnie reperowała usterkę i sytuacja została opanowana. Agnieszka znów mogła spokojnie wsiąść na rower i – nie uwierzycie – zdobyła Rzym! Jako dowód przesyłamy zdjęcie.

Z kolei stolica Słowacji zafundowała nam niemiłosierne upały. Najwyższa odnotowana temperatura to aż 57 stopni Celsjusza. Znaleźliśmy jednak schronienie nad Dunajem, a obok rozciągał się widok na całe miasto. Szczególne wrażenie zrobił na nas Zamek Bratysławski…

Dziewczyny na postoju wysunęły wniosek, że uprawiamy triathlon pielgrzymkowy – jeździmy na rowerze, płyniemy w pocie i biegamy do WC. Natomiast Mateusz postanowił zakosztować więcej przyjemności i nagle zanurkował w Dunaju, a dokładnie – jego głowa. No cóż, trzeba sobie jakoś radzić.

Czas nad wodą upłynął nam bardzo przyjemnie, a i na moment dołączył się do nas towarzysz. Jak to ujęła Kasia – „pieruński wąż wikariusz”, chodzi bowiem o zaskrońca. Na szczęście, w miarę szybko odłączył się od ekipy.

Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi, to polecamy „Opowieści biblijne po śląsku” w wykonaniu Kabaretu Młodych Panów:

 

 

Po dłuższym odpoczynku z odrobiną lenistwa wsiedliśmy na nasze rumaki i pognaliśmy przed siebie. Pokonaliśmy kolejne państwo i wjechaliśmy do Austrii.

Jednak dzień bez policji to dzień stracony, szczególnie dla Kasi, która ma szczęście do mundurowych. Zatem tęsknota nie mogła trwać za długo… najpierw kilka okolicznych spotkań na Słowacji, a na koniec dnia konfrontacja i upomnienie od funkcjonariuszy. Zatem Wiedeń okazał się labiryntrem niespodzianek, a i nie obyło się bez drobnych incydentów na torach (Szymon W. z ekipy ks. Grzegorza powinien coś na ten temat wiedzieć).

Po zmroku dotarliśmy do celu – gościnnie przywitał nas ks. Krzysztof z rodzinnej parafii naszego księdza kierownika.

 

mapka - dzień trzeci

 

Bilans:

– Słowacja, Austria,

– pokonany dystans 126 km,

– zakwaterowanie w Wiedniu,

– złamane zasady ruchu drogowego: jazda pod zakaz,

– 1 uszkodzona flaga,

– zalana torba i plecak płynem do prania,

– zalana koszulka „Rozkręć wiarę” Coca Colą,

– 1 dętka.

 

Pozdrowienia dla:

– ks. Piotra Leśniaka,

– państwa Wilk,

– Rene z rodziną,

– parafii Chrystusa Króla w Żywcu-Sporyszu,

– sióstr, które wspierają nas swoją modlitwą.

 

Ciekawostka:

Kim jest Mateusz?

Mateusz pochodzi z okolic Rybnika. Dołączył się do naszej ekipy niemal w ostatnim momencie. Cudem zdobył numer ks. Piotra i funduje nam codziennie sporą dawkę śląskiego humoru.

 

Hasło:

Tak niewiele trzeba do szczęścia – tylko się zmoczyć.

 

Nabyte umiejętności:

– surfing księdza,

– chowanie głowy w wodę, nie w piasek,

– język migowy rowerzystów.

 

Ocena kierownika grupy:

(pokonany dystans/maksymalną temperaturę)2

 

 Magda

 

<