Dzień szósty – 09.08.2013r.

Dzień szósty – 09.08.2013r.

With 0 Comments, Category: NiemTeam, Rzym 2013 NiemTeam,

Znowu bardzo wcześnie zerwaliśmy się z łóżek. Towarzyszył nam ks. Szymon, który martwił się o nasze pranie bardziej niż my sami. Zaraz po Mszy św. zaczęło padać i my również padliśmy – na kanapie. Jednak trzeba było pokonać słabość i w końcu wsiąść na rower…

Jak zwykle czekały nas podjazdy. Odcinek do granicy okazał się bardzo trudny, ale świetnie sobie poradziliśmy. Słońce dzisiaj odpuściło, a z nieba spadały krople deszczu.

Pan Franciszek, najstarszy członek w grupie, poradził sobie znakomicie i dotarł na szczyt jako jeden z pierwszych. Nagrodą za wielkie trudy było przekroczenie kolejnego państwa – tym razem Słowenia! Zgodnie stwierdziliśmy, że warto było włożyć tyle wysiłku, by zobaczyć piękne krajobrazy i turkusowe jezioro. Jak zresztą Kasia wspomniała – głupio byłoby się teraz wrócić, bo do Rzymu rozciąga się taka sama odległość jak do Żywca, więc na jedno nam to wyjdzie. I w sumie racja.

Na szczycie oddaliśmy się rozpuście i pochłanialiśmy w niezliczonej ilości kolejne kawałki arbuza. A potem konkurs! Kto dalej rzuci skórką ze zjedzonego arbuza w stronę Austrii. A co! Trzeba coś po sobie zostawić…

Jednak najważniejszym punktem była Koronka do Miłosierdzia Bożego w intencji wszystkich krajów Europy. Modlitwa była szczególna, bo i miejsce wyjątkowe – na granicy dwóch państw

Będąc na szczycie postanowiłam pożyczyć rower i dotrzeć do kościółka św. Antoniego. Już po kilku minutach sapałam jak lokomotywa. Nie wiem jak oni to robią, ale jadą jak burza… no właśnie! A propos burzy! Dzisiaj dorwała nas na trasie i nie odstępowała aż do samego końca. Jak widać, dzisiejsza założona wersja w grupie ks. Grzegorza mogła się po części wydarzyć… na szczęście – bez problemu dotarliśmy na miejsce noclegowe.

No dobra, może nie bez problemu. Historia naszego noclegu jest bardzo zawiła. Kilka miesięcy temu ks. Piotr wysłał e-maila do Urzędu Miasta w Piotrkowie Trybunalskim, ponieważ znalazł informację, że ich miastem partnerskim jest słoweńskie Velenje. Dzięki temu udało się załatwić kwaterę. Niestety, dzisiaj recepcja była czynna do godz. 19.00, a my dotarliśmy na miejsce o 19.30. Cudem udało się nam porozumieć ze słoweńskimi studentami. Skontaktowali się z recepcjonistą, który właśnie wyjeżdżał motorem na wyprawę do miasta. Na szczęście, mamy co jeść i gdzie spać.

 

mapka - dzień szósty

 

Bilans:

– Austria, Słowenia,

– pokonany dystans: 127 km,

– max. prędkość: 73 km/h (nowy rekord!),

– 1 dętka,

– deszcz (w kooońcu!).

 

Hasło:

„To dobry dzień by umrzeć, mój synu!”

 

Ciekawostka:

Poznane słówka w języku słoweńskim:

– kopalnica – łazienka,

– hvala – dziękuję,

– odprte – otwarte (jak żyć bez samogłosek?!)

– vrh – wierch.

Nabyte umiejętności:

Przejazd przez słoweńskie wioski ścieżkami rowerowymi,

 

Pozdrowienia dla:

– Katarzyny i Zuzanny Tlałka,

– ks. Szymona Augustyna,

– sióstr Karmelitanek Misjonarek z Trzebini,

– mamy, braci oraz całej rodziny od Sabinki,

– wnuków Henryka,

– pani Lucyny Bizoń,

– Prezydenta Miasta Piotrkowa Trybunalskiego,

– Magdy, Zygmunta i Maćka Wolnych,

– Tymoteusza i Szymona od cioci Agnieszki,

– pielgrzymujących na Jasną Górę.

 

Ocena kierownika grupy:

Lepiej być nie mogło! :)

 

 

Magda

 

<