Dzień piąty – 08.08.2013r.

Dzień piąty – 08.08.2013r.

With 0 Comments, Category: NiemTeam, Rzym 2013 NiemTeam,

Niezwykle trudno było zasnąć w Bad Fischau. Z jednej strony wielkie przygotowania do kolejnego dnia, a z drugiej… bijące co kwadrans dzwony kościelne. Większość z nas wybrała jednak noc pod chmurką. Jedyny minus tej decyzji, jak się później okazało, to samochód pełen mrówek! Podejrzewamy, że zapakowaliśmy niewytrzepane śpiwory (sic!).

Po Mszy św. zjedliśmy pyszne śniadanie. Ks. Grzegorz opowiadał nam o mieszkańcach Austrii. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z niektórych zwyczajów. Później wyruszyliśmy w drogę… i niespodzianka! Nasz gospodarz ubrał strój kolarski i postanowił nas odprowadzić spory kawałek drogi! Temperatura była bardzo sprzyjająca, ale mieliśmy świadomość, że teren będzie bardzo górzysty. Na nasze nieszczęście, promienie słoneczne coraz bardziej uśmiechały się do nas.

 

 

Droga była niezwykle uciążliwa. Najpierw czekał nas podjazd na wysokość 1000 m n.p.m., który dzielnie pokonaliśmy i spodziewaliśmy się nagrody w postaci długiego zjazdu. Jednak okazało się, że podobnie jak Team ks. Grzegorza, także musieliśmy pedałować w dół walcząc z przeciwnym wiatrem. Pojawiały się momenty kryzysowe, ale wiedzieliśmy, że jutro musi być lepiej. Na postoju schładzaliśmy się lodem z McDonalda. Ba! Nawet chodziliśmy po dosypkę tej magicznej, a zarazem deficytowej struktury. Tak niewiele nam było potrzeba do szczęścia.

Następnie kolejny odcinek i znów góry – a przecież miały być tylko trzy! Rafał okazał się aniołem na trasie – wykorzystał swoją siłę i pomagał dziewczynom wznosić się coraz wyżej. Jak widać, Rafał wie jak zdobyć wierne grono fanek… Nic, tylko pozazdrościć!

Reszta urozmaicała sobie trasę śpiewając głośno różne utwory, w tym między innymi:

 

 

Z kolei na ostatnim odcinku pojawił się nieoczekiwany znak „zakaz wjazdu” – droga w remoncie. Powoli robiło się już ciemno, a my dalej mieliśmy spory kawałek drogi do pokonania. Na szczęście, niezawodny ks. Piotr szybko znalazł objazd i ruszyliśmy na naszych rumakach. Jednak ciągle towarzyszyły nam góry.

O bardzo późnej porze zakwaterowaliśmy się w szkole w miejscowości Graz. Padliśmy. Dzięki Bogu, chyba mamy ogromne szczęście do ludzi. Nasz gospodarz okazał się kolejnym aniołem i nawet pomógł nam wnosić torby do naszej kwatery. Natomiast jutro będzie nowy dzień i… nowe góry.

 

mapka - dzień piąty

 

Bilans:

– zgubiony licznik rowerowy,

– 2 złamane flagi,

– niemal wszyscy ustanowili swoje rekordy życiowe w ilości przejechanych kilometrów (150!),

– ilość pokonanych górek: kto by to liczył…

– zjazd,

– podjazd,

– zjazd,

– podjazd,

etc.

– upał! skwar! duchota! Nawet po 21.00…

 

Hasło:

„Mi wystarczy woda benzynowa…”

„Czeka nas podjazd…

– Powiedz coś nowego…” :)

 

Ciekawostka:

„Wszystko robimy na świeżym powietrzu – jeździmy na rowerze, śpimy pod chmurką, jemy w plenerze – jedynie tylko to pranie pierzemy w pralce… – w przyszłym roku zabieramy ze sobą tarę i szare mydło…”

Nasz kierownik ochrzcił swoją klacz – zwie się Kobiałka. Iiiiihaaaa!

 

Nabyte umiejętności:

Wieszanie prania o północy w towarzystwie chochlików.

 

Pozdrowienia dla:

– Ks. Bpa Piotra Gregera (dołącza się ks. Grzegorz z Bad Fischau),

– Ks. Grzegorza Majętnego z Bad Fischau,

– Basi Kruczyńskiej,

– s. Beaty Pawliszko,

– rodziny Janeczko,

– rodziny Wisła i Biernat,

– ulicy Kolejowej w Suminie,

– naszego rodzeństwa.

 

Ocena kierownika grupy:

Zaliczone! (w jego ustach to więcej niż 6 z plusem!)

 

Magda

<