Dzień drugi – 05.08.2013r.

Dzień drugi – 05.08.2013r.

With 0 Comments, Category: NiemTeam, Rzym 2013 NiemTeam,

Dzień rozpoczęliśmy od Mszy św., która została odprawiona w małym kościółku  w Považskiej Bystricy położonym na wysokości 350 m n.p.m. O dziwo, przywitał nas orzeźwiający poranek i jak podkreślali okoliczni mieszkańcy – przywieźliśmy im burzę z deszczem (wyczekiwaną od kilku tygodni!). Ks. Andrzej, saletyn, uraczył nas opowieściami o słowackim języku. Zaznajomiliśmy się również z historią państwa słowackiego. I można by było tak jeszcze długo rozmawiać, ale niestety trzeba było opuścić gospodarzy…

Po przejechaniu pierwszego odcinka wszyscy zgodnie stwierdzili – nuda! Bo za płasko… Słońce jednak z minuty na minutę coraz bardziej przygrzewało. Nie powinno się pokazywać palcem, ale przypomina mi się poranna przepowiednia prognozy pogody przez Kasię.

Dotarliśmy w końcu do Trecina. A tam czekał na nas wspaniały zamek. Podobno z góry lepiej syćko widać, tak więc i my ujrzeliśmy dwa, niebieskawo-turkusowe baseny (sic!). Zwiedzając słowacki „hrad”, otoczony wysokimi szczytami, raz jeszcze ukłoniliśmy się w kierunku Beskidu Żywieckiego. I ruszyliśmy dalej na naszych rumakach…

Liczniki na termometrze wskazywały już 33 stopnie Celsjusza, a my mknęliśmy niczym burza. Jak się później okazało, zapędziliśmy się za bardzo i wylądowaliśmy nie na tym postoju co trzeba. Zgubiliśmy ekipę samochodową i musieliśmy się zadowolić kilkoma bananami na obiad o które zadbał Henio. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Ledwo wyruszyliśmy z Nové Mesto nad Váhom ponownie się zgubiliśmy. Nie ta droga, nie te zakręty, nie te ronda.

Po wielu trudach pojawił się właściwy szlak. Ksiądz postanowił pobić życiowy rekord i tym samym ekipa przejechała aż czterdziestokilometrowy odcinek na jednym wdechu! Na szczęście – cuda też się zdarzają! Najpierw pojawiła się tabliczka „Trnava 25”, po 5 km było już 15, a po następnym 1 km – „Trnava 8”.

Najlepsze co mogło nas dzisiaj spotkać to niesamowite siostry Norbertanki, które przyjęły nas na nocleg. Pomimo utrudnionego kontaktu okazały swą życzliwość i ugościły nas po królewsku.

Natomiast Trnawa nocą jest czarująca – widać, że Ludwik Węgierski też dołożył tu swoje trzy grosze.

Oczywiście, nie obyło się bez „Nech se paci”, ale zaraz po tym nasze kochane siostry dodały po polsku – „Smacznego!” (uwaga! Z polskim akcentem!).

 

Bilans:

pokonany dystans – 130 km,

max. temp. – 38 stopni Celsjusza,

1 uszkodzona flaga,

średnia prędkość – ok. 26 km/h,

zgubione mydło, różaniec i niedojedzony snickers,

jazda pod prąd.

 

Hasło:

Jest dobrze, ale będzie jeszcze lepiej.

 

Ciekawostka:

Nie używajcie na Słowacji słowa „szukać”…

 

Nabyte umiejętności:

Agnieszka opanowała umiejętność wyciągania „WC kaczki” (tj. bidon) podczas jazdy.

Monika nauczyła się parkować równolegle tyłem.

 

Pozdrowienia dla:

– Marków,

– Marty Hetnał i Judyty Wójcik,

– wspólnoty Taize,

– wszystkich zagubionych.

 

Ocena kierownika grupy:

Nie pytajcie…

 

 Magda

<