Dzień 34, 35 – 18, 19 sierpnia 2014 r.

Dzień 34, 35 – 18, 19 sierpnia 2014 r.

With 0 Comments, Category: Maroko 2014,

Co się działo w G Teamie w ostatnich dniach? Dlaczego nie ukazała się relacja? To chyba jedna wielka tajemnica i niepewność, której towarzyszy pytanie, czy z rowerzystami wszystko ok. A no właśnie – oto tajemnica Internetu, którego na pustyni nie ma i jak się okazuje na autostradach też. Śmiałkowie wrócili szczęśliwie do domu 22 sierpnia 2014 r.

18 sierpnia wcześnie rano – jednośladowcy zasiedli na swoich rowerach. Czekał ich bardzo ciężko dzień, a dokładnie – na ich drodze wznosiła się ogromna przełęcz, którą pielgrzymi po porostu musieli pokonać. Usytuowana była ona w Atlasie Wysokim, a jej wysokość wynosiła 2 tys. m n.p.m.

Niestety G Team już do końca wyprawy jechał w osłabionym składzie i liczył tylko 5 osób. Pozostali znaleźli sobie miejsce w samochodzie, którego kierowcą był Halid. Wszystko to spowodowane było zatruciem pokarmowym. Pielgrzymi musieli dojść do siebie po kilkudniowym osłabieniu. Podobne objawy występowały u gigantów, którzy jechali rowerami, na szczęście nie mieli oni gorączki i osłabienia organizmu, dlatego byli w stanie pokonywać ostatnie kilometry dzielące ich od celu.

Zanim rowerzyści wyruszyli w swoją trasę, Adrianowi pękła dętka. To spowodowało szybki serwis rowerowy, który skończył się wymianą szprych w rowerach. Po szybkiej naprawie jednośladowcy mogli wyjechać dalej. Przez cały poranek towarzyszyła im pokusa zrezygnowania z jazdy rowerem i pojechania do miejsca noclegowego autobusem w celu nadrobienia zaległych kilometrów – rzecz jasna – skończyło się na siodełku.

Trasa biegła wzdłuż doliny rzeki Zizz. Jest to kanion, w którym usytuowane są oazy. Architektura taka, jaka przystała na ludzi pustyni, czyli zamki z gliny – kazby, w których mieszkają ciemnoskórzy mieszkańcy Maroka. Dotarli oni w tamte rejony w karawanach. Zajmują się głównie uprawą poletek.

Głównym celem wyprawy Maroko 2014 było dotarcie rowerzystów do Sahary. Wszyscy wyobrażali sobie złociste piaski, wydmy, pustkę i ogromne słońce. W pewnym momencie rowerzyści zostali uświadomieni, że od jakiś 100 km znajdują się na Saharze (której początki w cale nie wyglądają tak, jak w wyobrażeniach). To spowodowało natychmiastową zmianę planów. Szczęśliwi pielgrzymi rzucili rowery na samochód, rezygnując z dwóch kół, po czym udali się w kierunku noclegu. Warunki, w których przewożone były rowery, były po prostu karygodne i nie do zaakceptowania jeszcze tydzień wcześniej. Na szczęście po powrocie trafią one do gruntownego serwisu. Być może, niektórzy z ekipy pomyślą o zmianę swoje furmanki na nowszy model?

W ten sam sposób, w który rowery były przetransportowane na złote piaski Sahary, miały być one przewiezione w pierwszy dzień. Giganci się jednak na to nie zgodzili i biuro podróży musiało załatwić nowy samochód.

Po 120 kilometrach jazdy samochodem – rowerzyści ponownie wrócili na rowery i w trakcie jednej godziny dotarli do pustyni. Była to dla nich ogromna radość. Podczas tej wyprawy przejechali bowiem 4900 km.

Myślenie pielgrzymów się zmieniło, a cel został osiągnięty. Tego nie mógł się nikt spodziewać. Wiele osób wątpiło w to, czy rowerzyści dadzą radę dotrzeć na miejsce, zwłaszcza, że każdego dnia śmiałkom towarzyszyły zaległości w kilometrach. Dzisiaj wątpliwości zostały rozwiane. Tak! Udało się! G Team z projektu Rozkręć wiarę dotarł do Merzougi!

Ważnym punktem programu tego dnia było przywitanie rowerzystów przez deszcz na pustyni, który ostatni raz był tam rok temu. Wielkie zaskoczenie. Wieczorem kierowcy samochodów i tamtejsi mieszkańcy przygotowali dla G Teamu i PrayBusu wieczór z muzyką arabską, do której pielgrzymi musieli zatańczyć.

Dzień zakończony został Mszą świętą dziękczynną, w której pielgrzymi obu ekip dziękowali Bogu za dotarcie na piaski Sahary.

Następnego dnia kilka osób wybrało się na dwugodzinną przejażdżkę wielbłądami w kierunku jednego z najwyższych wzniesień na Saharze, z którego można było zobaczyć oazy i podziwiać piękne krajobrazy. Kilka godzin wcześniej śmiałkowie mieli zwycięską mini sesję zdjęciową z rowerami.

Po południu G Team pojechał do centrum Merzougi, aby załatwić dojazd do Fezu, z którego 22 sierpnia ekipa wyleciała do Barcelony, a później do Katowic.

Po powrocie Gigantów, wszyscy członkowie wyprawy Maroko 2014 uczestniczyli we Mszy świętej na zakończenie wyjazdu. W jej trakcie na zewnątrz panowała burza piaskowa. Wichura szybko jednak ustała.

Na koniec dnia rowery zapakowane zostały na samochód, którym PrayBus wyjechał do Tangeru.

Ciekawostka
Jednym z powodów, dla których G Team zrezygnował z dalszej jazdy przez Saharę na złote piaski, była chęć odegrania się na Praybusie, który zaskoczył ekipę w Fatimie. Przyjechał bowiem jeden dzień wcześniej, niż się zapowiedział, sprawiając tym samym pielgrzymom ogromną radość. Teraz przyszła kolej na Gigantów, którzy do miejsca noclegowego mieli dojechać dopiero 19 sierpnia. Dotarli tam jednak dzień wcześniej, późnym wieczorem, kiedy PrayBus zasiadał do kolacji.

Pozostałe dni
20 sierpnia
Rowerzyści mieli czas dla siebie. O godzinie 16 przyjechał po nich bus, który zawiózł ich do centrum Merzougi. Tam ekipa wsiadła do autobusu jadącego do Fezu. Na miejsce śmiałkowie dotarli w nocy.

21 sierpnia
Rowerzyści spędzili cały dzień w Fezie i przeznaczyli go głównie na zwiedzanie i stołowanie się w restauracjach.

22 sierpnia
Giganci udali się na lotnisko, z którego o godzinie 9.00 wylecieli do Barcelony. W niej o godzinie 12.00 mieli lot do Katowic,w których na ekipę czekała już mama Maćka i jego brat.

Szczególne podziękowania i pozdrowienia dla Pani Barbary Kruczyńskiej

Podziękowania dla
Tygodnika Niedziela

 

Podziękowania dla
– sióstr Szarytek z Żywca i Krakowa za modlitwę i wsparcie duchowe
– sióstr Serafitek z Żywca za modlitwę i wsparcie duchowe

<