Dzień 3 – Sobota, 3 maja 2014 r.

Dzień 3 – Sobota, 3 maja 2014 r.

With 0 Comments, Category: Zakręcone rekolekcje,

Zdobyliśmy Łagiewniki! Ale zanim to nastąpiło bardzo dużo się wydarzyło. Zacznijmy jednak od 2 maja, bo to co się działo przerosło nas samych.

Sprawozdanie z wczorajszego dnia można byłoby nazwać mianem „Przegnani”, ale zacznijmy od początku. Pisząc wczorajszą relacje siedzieliśmy w trójkę na rynku w Podzamczu. Wszystko to za sprawą braku Internetu w szkole, który odnaleźliśmy dopiero na jednej z tajemniczych ławek. To właśnie wtedy na plac podjechała policja, która zatrzymała się naprzeciwko nas. Długo patrzyliśmy sobie wszyscy w oczy. My i oni bez przerwy wyglądający zza szyby radiowozu. W końcu nadszedł czas na jakiś ruch. Paweł i Krzysiek zdecydowali się podejść do samochodu. Idą. Zostałem sam. Słychać tylko tupot stóp i strzelające o siebie zęby. Nagle jeden z naszej paczki zapukał w szybę, która momentalnie się uchyliła. Rozpoczęła się rozmowa, która nie trwała zbyt długo, a jej tematem okazał się być najbliższy otwarty sklep. Kiedy śmiałkowie wrócili, policja odjechała, a z każdej możliwej drogi zaczęli schodzić się ludzie, tak jakby czekali na odjazd patrolu. Tak została napisana relacja. A co było dzisiaj?

Nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby wstać o 5.30? Ze szkoły wyjeżdżaliśmy dopiero dwie godziny później, dlatego był to dla niektórych totalnie bezsensowny pomysł. Trzeba wypoczywać, żeby mieć siły do jazdy przez kolejny dzień, a wypoczynek równy jest długiej drzemce.

Dzisiejsza droga była bardzo niepewna. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, którędy będziemy jechać i jak będzie wyglądała trasa. A była ona pełna podjazdów i zjazdów. Ale to nic! Gdyby była pogoda, byłoby to pozytywnym urozmaiceniem. Niestety. Zimny wiatr. Temperatura w granicach 5 stopni Celsjusza. Zmęczenie i szybka jazda. Każdy postój początkowo zamieniał się w upragnioną chwile odpoczynku, ale kilka minut później stawał się groźnym agresorem przeciwko naszej kondycji  i chęci pobijania kolejnych kilometrów. To wszystko jednak nas nie zniechęciło i jechaliśmy dalej.

Kraków. Miasto kultury. Jego mieszkańcy prawdopodobnie mają sentyment do wariatów na rowerach. Czasami się do nas uśmiechnęli i pomachali. Ok, nie było to częste zjawisko, ale na pewno bardzo miłe. Wjeżdżając na rynek kilku naszych rowerzystów otrzymało polskie flagi, które umieścili na swoich kaskach. Triumfalny wjazd zrodził w nas chęć do pamiątkowego zdjęcia przed pomnikiem Adama Mickiewicza.

Łagiewniki zdobyte. „Zejdź z tego roweru! Tu się nie jeździ”. Ale jak to się nie jeździ, przecież jesteśmy pielgrzymką rowerową i musimy podjechać aż pod samo Sanktuarium. Kilka osób się przemknęło. Do samego końca zachowali zimną krew i zdobyli wyznaczony cel na dwóch kółkach.

Podjeżdżając przed wejście do świątyni księża spotkali naszego biskupa Romana, z którym zamienili kilka zdań, a który później przewodniczył Mszy Świętej, podczas której dokonał aktu zawierzenia Bożemu Miłosierdziu diecezji bielsko-żywieckiej.

Wcześniej o godzinie 15.00 wszyscy pielgrzymi wspólnie uczestniczyli w koronce do Bożego Miłosierdzia.

Po wspólnej Eucharystii z naszymi biskupami Romanem i Piotrem oraz biskupem Janem – kustoszem sanktuarium – udaliśmy się do autokaru, którym dostaliśmy się do Żywca. Niestety, rowery zostały nam odebrane siłą około godziny 13.30, dlatego nie mogliśmy na nich wrócić w nasze rodzime strony!

I właśnie teraz – dziękujemy kierowcy Andrzejowi, który był z nami od początku, aż do końca, nie zostawiając nas samych na postojach. Wnioski? Ludzie biorący udział w Zakręconych rekolekcjach byli bardzo otwarci i traktowali się – ośmielę się napisać – jak rodzina. Można było liczyć na każdego z osobna.

Jednym z najbardziej przemawiających argumentów za tym byli zwiadowcy. Przed każdym skrzyżowaniem zostawała jedna osoba, która miała czekać na ostatnich rowerzystów. Na takie pielgrzymki można się brać z zamkniętymi oczyma, bez zastanowienia. Jadąc nawet pod prąd!

CIEKAWOSTKA

Na ostatnim postoju przed Krakowem spotkaliśmy się z pewną grupą ludzi, którzy wybierali się do filharmonii krakowskiej. Kiedy wyszli z autokaru zaczęli śpiewać. Nie pozostaliśmy bez odzewu i przyłączyliśmy się do nich, jednak narzuciliśmy swoje góralskie piosenki. Jedno zapamiętaliśmy – że Ci ludzie kochają młodość.

HASŁO DNIA

„Uważaj, wyścig pokoju jedzie!” – hasło rzucone przez pewną kobietę, którą mijaliśmy w Krakowie. Kilka minut wcześniej ks. Piotr powiedział, że to nie jest wyścig pokoju! Pytanie, kto miał rację?

 

dzień 3 zr mapa

 

BILANS DNIA

– 70 km
– średnia prędkość 21,5 km/h
– cel zdobyty
– 337 łącznie przejechanych kilometrów

POZDROWIENIA

– dla czytających nasze relacje
– dla naszych rodzin
– dla wszystkich pielgrzymów, którzy udali się do Łagiewnik

Wojciech Dobija

<