Dzień 2 – sobota, 27 lipiec 2013

Dzień 2 – sobota, 27 lipiec 2013

With 0 Comments, Category: Drużyna G, Rzym 2013 Drużyna G,

Jak mówili tak zrobili. No, może nie do końca tak samo, ale jakiś zarys wczorajszych planów z „wtyki” można im dzisiaj przypisać, ponieważ wstali na Mszę Świętą, która została odprawiona o godzinie 5.20, natomiast później nastąpiły zmiany. Rowerzystom wyszło to na dobre.

Upał, niemiłosierne słońce i to co rowerzyści kochają najbardziej, czyli długie i wykańczające podjazdy – to wszystko towarzyszyło im dnia dzisiejszego. Strach pomyśleć co będzie dalej, bo przecież wjeżdżają w gorące strefy kuli ziemskiej, a dalej będzie górka za górką, słońce i trud, który nie pójdzie na marne, bo cel jest, jak widać szczytny.

Jechali i jechali, aż napotkali na swojej drodze sklep, jednak sklep ten był zamknięty. Jechali dalej i napotkali kolejny sklep, jednak sklep ten był zamknięty. Dlatego zaczęli kołatać do drzwi, by oto gospodarze nakarmili ich i stało się. Śmiałkowie zjedli obiad składający się z jabłek i deser, na który podali sobie jabłka – nie mogło być inaczej. Czy nie jest to pyszne? Zwłaszcza kiedy jabłoń znajduje się zaraz obok cmentarza? Jak mówią – nic im na razie nie jest.

Czołgom udało się wjechać na autostradę, którą podążali do celu przez około 20km. Małe natężenie ruchu i na szczęście brak policji. Co by było gdyby napotkały ich służby porządkowe – lepiej nie zagłębiać się w tak odległych tematach.

Kilka kilometrów przed Budapesztem rowerzyści zatrzymali się w mieście Vac, w którym trafili do katedry. Ksiądz Grzegorz postanowił poszukać w niej ludzi dobrego serca, którzy udostępnią im skrawek ziemi do spania. Spotkał Panią, która zaprowadziła szefa ekipy, ubranego w strój rowerowy,  do zamkniętego konfesjonału, w którym spowiadał proboszcz kościoła tego miasta. Ksiądz nie spostrzegłszy żadnych ludzi otworzył drzwi i wszedł na wprost piuski biskupiej. Tak, w konfesjonale ks. Bp. Varga Lajos odmawiał brewiarz. Co tu zrobić? Trzeba jakoś zagadać. Język Angielski nie był niestety znany ks. biskupowi, więc rozmowa rozpoczęła się w języku łacińskim. Świetny język do porozumiewania się jak na współczesne czasy, ale trzeba próbować wszystkich znanych i nieznanych metod. Po krótkiej konwersacji biskup był przekonany, że ksiądz chce koncelebrować z nim Mszę Świętą, natomiast ks. Grzegorz myślał że załatwił nocleg i wyszło oczywiście pozytywnie na rzecz naszych pielgrzymów. Ks. Biskup poprosił ekipę rowerową, by przyszli do niego po Eucharystii. Teraz dzięki temu mają darmowy nocleg i kuchnie do własnej dyspozycji. Dzisiaj czeka ich pierwszy ciepły posiłek. Ale czad! Ale najpierw spacer – bo przecież nie są w ogóle zmęczeni. Myślę, że każdy byłby w stanie po 152 km w żarze iść jeszcze zwiedzać miasto. Czyż nie?

 

CIEKAWOSTKA:

Rowerzyści na swojej trasie spotkali kolarza z Londynu. Niestety nie mieli zbyt dużo czasu, aby wymienić się numerami i aby zaprosić go do Polski na pyszną kawę. Udało im się jednak zamienić z nim kilka zdań. Okazuje się, że jeździ samotnie już od trzech miesięcy, a meta, do której uporczywie podąża znajduje się w Chorwacji. Dla niego jest to prawie koniec wyprawy, natomiast dla naszych rowerzystów to dopiero początek.

 

Ksiądz biskup Varga Lajos jest nie tylko pasterzem miasta, ale także wikariuszem generalnym i proboszczem katedry. Takie połączenie nie jest spotykane w Polsce w dzisiejszych czasach.

 

HASŁO DNIA:

„Miało być płasko, ewentualnie na dół, a było jak zawsze… pod górę!” – chyba każdy chciałby, żeby scenariusz toczył się według naszych planów, ale nikt nie mówił że będzie łatwo. Ta podróż to nie tylko pielgrzymka, nie tylko rower, ale też próba samego siebie. Można by było długo filozofować na ten temat. Górki przecież są fajne! Pytanie, kiedy następna. Odpowiedź, zaraz jak wsiądą na rower!

 

WTYKA:

W ciągu najbliższych dwóch dni rowerzyści chcą dojechać do Serbii, ponieważ mają tam znajomego księdza, który zaoferował im nocleg. Będą musieli każdego dnia przejechać 180 km, jeżeli chcą zmieścić się w czasie i dotrzeć do planowanego miejsca noclegowego.

 

2

 

BILANS DNIA:

Słowacje, Węgry

Zakwaterowani w Vac

152 km

Maksymalna prędkość 57km/h

Zgodnie z przepisami ruchu drogowego

Upał

Skrzypiące rowery, ale regulowane

 

POZDROWIENIA:

  • dla „A”
  • dla ekipy ks. Piotra
  • dla całego PrayBusa
  • dla parafii konkatedralnej w Żywcu
  • dla Pani Doroty Dudy, Pani Teresy Mrowiec i Pani Ewy Dobija
  • dla ks. Tadeusza Mrowiec i ks. Grzegorza Mrowiec
  • dla siostry Darii
  • dla Sióstr Szarytek
  • dla Sióstr Serafitek, na czele z siostrą przełożona Romaną
  • dla siódmego rowerzysty

 

PIOSENKA NA DZIŚ:

 

TGD – Uratowani

 

 

307 łącznie przejechanych kilometrów!

Wojciech Dobija

<