Czwartek  26.07 – Dzień 11

Czwartek 26.07 – Dzień 11

With 0 Comments, Category: Istambuł 2012,

Aaaa.. Ratunku! Pomocy! Co to jest? Nie… Nie możliwe! To gniazdo szczurów! Tak, tak, tak.. Szczury, dosyć znane osobniki w Rumunii, rozmnażają się jak owady i są tam, gdzie człowiek nigdy by nie przypuszczał, że coś takiego może się w danym miejscu znajdować.  A gdzie to było? Tego Wam na razie nie powiem!

Dzisiaj nasi rowerzyści znowu długo spali, tłumacząc się, że inaczej się nie dało, bo mieli wykwitną kolację przy poważnej muzyce. Główne danie? Kilka kilogramów kotletów sojowych. Raj dla mężczyzn! Panie zjadły tylko trochę, bo uważają, że mięso nie jest dla kobiet. Dziwne rozumowanie. Wstali o 6.00 – godzinę później, niż zwykle. Po przebudzeniu stały poranny rytuał, czyli Msza Święta, kawa i śniadanie. Trochę „powera” i w drogę, ale tego dnia trasa wyglądała zupełnie inaczej.

Śmiałkom od samego początku doskwierał niemiłosierny upał, jakiego jeszcze nigdy nie zaznali. Prawdziwa męczarnia trwająca ponad 60km. To było nie do wytrzymania! Mijając sklepy wchodzili do nich, by się trochę ochłodzić, dzięki zamontowanej klimatyzacji. W jednym nawet, kupując wodę, zasnęli przy ladzie. Po kilku minutach zostali wyrzuceni przez ekspedientkę! To był chyba pierwszy taki przypadek na całym świecie! Teraz już są sławni..

Rowerzyści dzisiaj nie mogli pokonać zmęczenia. Dopadł ich ogromny kryzys i to nie pojedyncze jednostki, ale całą ekipę. Pierwszy raz tak się poczuli, jakby całe ciało na tej wyprawie mówiło: „Już dość, więcej nie dam rady!”. Posłuchali trochę wewnętrznego głosu i zatrzymali się na krótką drzemkę w cieniu jakiegoś bloku. Nagle usłyszeli dezorientujący krzyk! Tak! Teraz nadszedł czas na szczury. Ksiądz Grzegorz zasnął na zwierzakach, a dokładnie na wlocie do ich norki. Tak przegonieni i nie zaznając przez nikogo zrozumienia, udali się w dalszą podróż na spotkanie z wiatrem! Powtarzające się sekwencje każdego dnia, niczym toczące się koło, próbowały wybić naszych śmiałków z rytmu i pozbawić nadziei na nocleg. Jednak dotarli do miasta Slobozja, gdzie postanowili zapukać do drzwi kościoła rzymskokatolickiego. Wiedzieli tylko, że taki w owej miejscowości się znajduję, od księży z poprzedniego noclegu, którzy nie zdobyli się na odwagę, by do tamtejszej parafii zadzwonić, ze względu na zmianę proboszcza! Jednak Ks. Grzegorz, który jak już wspominałem umie wyuczyć odpowiedni  czas i miejsce, bez zastanowienia zadzwonił na dzwonek. Proboszcz oczywiście z wielką serdecznością ich przyjął i wszystko skończyło się dobrze i szczęśliwie! Chojraki czują się jak pierwsi chrześcijanie, którzy na znak ryby byli wpuszczani do każdego mieszkania. Teraz, gdy nasz szef, przedstawia się jako ksiądz katolicki, dostaje przepustkę do wszystkich rarytasów plebanii naszego Kościoła!

Zakwaterowani Farciarze udali się do sklepu na zakupy, bo trzeba przecież uzupełnić wodę na najbliższy dzień i kupić coś na kolację! Jutro czeka ich 140km jazdy nad Morze Czarne, gdzie spotkają się z ekipą samochodową! Każde kolejne dni wiążą się z coraz większym zniechęceniem i z trudniejszą jazdą i to nie tylko dlatego, że rowery zaczynają szwankować, ale atakuje wszechogarniające zmęczenie! Czasami już nawet nie chce się jechać, bo brak jakiejkolwiek przyjemności z tego, co się robi, a satysfakcja odczuwalna jest dopiero wieczorem, kiedy leży się w łóżkach i analizuje przebyte kilometry. Maciek stwierdza, że jest to pewna robota, którą trzeba po prostu przejechać.

 

CIEKAWOSTKA

Zdarza się, rzadko bo rzadko, że ktoś w Rumunii umie język angielski. Nasi rowerzyści doszli już do takiej wprawy, że mając styczność z owym językiem, wydaje im się, że słyszą język polski. Wtajemniczenie jak się patrzy. To pewnie dlatego, że obcokrajowcy używają prostych słówek typu „water”, czy „food”. Znamy to też pod stwierdzeniem „Kali pić, Kali jeść”!

Kiedy się jedzie tak przed siebie, sam na sam z rowerem zaczyna się snuć refleksje nad przemijającym czasem, życiem i ogólnie nad samym sobą. Wtedy człowiek dostrzega obecność Boga i Jego wkład w nasze codzienne sprawy! Odkrywa się również, że ludzie z którymi się jedzie, nie są obcy, a raczej traktuje się ich jak rodzinę, bo dzięki zmęczeniu wychodzą na jaw różne słabości i wady, jak również zalety.. Poznaje się każdego od środka. Tak więc wyprawa, to już nie tylko wysiłek, ale podróż w głąb siebie i odkrywanie własnego „ja”!

 

Dzien11

 

Bilans dnia

Rumunia

135 km

Maksymalna prędkość -33 km/h

Droga rewelacyjna

Dwie przebite dętki u Maćka i P. Janusza

Dwie drzemki podczas jazdy

Totalne zmęczenie i kryzys całej ekspedycji

Wszyscy przejezdni trąbią na rowerzystów i machają do nich

 

Hasło dnia:

 

Maciuś miał dzisiaj poważny problem – szukał wszędzie tabletek na ból gardła. Pytał o nie dosłownie w każdym sklepie, aż w końcu zrezygnowany wyszedł i powiedział:

 

„Kurcze nikt mnie nie rozumie”. Zabrzmiało to tak, jak znane dla nas wyrażenie używane chociażby przez młodzież: Nikt mnie nie kocha, wypowiadane z wielkim smutkiem, zniechęceniem i zagubieniem..

 

Z cyklu: „Co u Leosia i przyjaciół?”

 

Może na samym początku wyjaśnię nazwę tego akapitu. Młodzi na pewno od razu skojarzą, o co tutaj tak w ogóle się rozchodzi. Mianowicie Ks. Tomasz zwykł być nazywany przez nas Leosiem, a dlaczego? Sam nie wiem! Tak się utarło i tak ma być. Przyjaciele zaś, wiadomo, to pozostali z grupy wsparcia.

Na tę chwilę wiem tylko tyle, że z samego rana ekipa zawitała w Rumunii. Mają tam dzisiaj  prawdopodobnie nocleg. Wszystko jest trochę zagmatwane, ponieważ nikt z nich nie ma włączonego telefonu, więc moje zasięgi satelitarne i europo-poznawcze trochę opadły.

 

 

Pozdrowienia dla:

 

  • Sióstr Klarysek od wiecznej adoracji z Kęt
  • Siostry Rafaeli z Kęt
  • Księży Sercanów, szczególnie z Lublina
  • Całej rodziny Państwa Graboń
  • Rodziców Jana I Kazimiery, brata Piotra i rodziny, siostry Teresy i rodziny, siostry Basi i męża od Ks. Grzegorza
  • Wszystkich parafian, a szczególnie dla tych, którzy wspierają ans modlitwą. Naprawdę odczuwamy jej moc!
  • Ks. Marcina Jakubca, który się za nas modlił..
  • Całej Rodziny Ady i Mateusza
  • Pana Organisty
  • Pana Kościelnego
  • Pana Fijaka od Fijak-teamu! Cały czas pamiętamy o pańskich radach i wskazówkach! Pijemy i jemy to co Pan mówił!

 

1365

łącznie przejechanych kilometrów!

<